To, że fizycznie mógłbym naprodukować dzieci, nie jest żadnym argumentem. Biologia sama w sobie o niczym jeszcze nie świadczy. Pytanie brzmi nie: czy mogę, tylko: kto później weźmie odpowiedzialność za ich życie, za ich decyzje i za szkody, jakie mogą swoim życiem wyrządzić sobie albo innym?
Rodzicielstwo nie kończy się na samym spłodzeniu dziecka. To także odpowiedzialność za to, czego nie zauważysz, co zaniedbasz, na co nie zwrócisz uwagi albo co nieświadomie przekażesz dalej. Wzorce, lęki, deficyty, chaos, mechanizmy wyniesione z domu — to wszystko nie znika tylko dlatego, że ktoś biologicznie może zostać ojcem.
I właśnie dlatego sama możliwość posiadania dzieci nie jest dla mnie żadnym powodem, żeby je mieć.



