Łatwogang słucha piosenki od 9 dni. Na liczniku — ponad 100 milionów złotych dla Fundacji Cancer Fighters. Ludzie wpłacają w środku nocy, celebryci dorzucają swoje, internet szaleje z zachwytu.
I słusznie. To piękny gest solidarności.
Ale zatrzymajmy się na chwilę.
Płacisz dwa razy. I o tym drugim nikt nie mówi.
Płacisz podatki. Część trafia do NFZ. NFZ ma finansować leczenie — onkologię dziecięcą, rehabilitację, wsparcie psychologiczne dla rodzin. Taka jest umowa społeczna.
A potem siadasz wieczorem przed ekranem i wpłacasz 50 złotych na zbiórkę — żeby dzieci chore na raka miały dostęp do terapii, na którą NFZ nie wystarcza.
To jest podwójny podatek. Tyle że drugi płacisz dobrowolnie, z serca. I dlatego nikt nie protestuje.
Trzy zbiórki, jeden problem
Cancer Fighters i Łatwogang zbierają na leczenie, rehabilitację i wyposażenie oddziałów onkologicznych. Rzeczy, które w założeniu zapewnia publiczna służba zdrowia.
Zwierzogranie zbiera na schroniska i opiekę weterynaryjną dla bezdomnych zwierząt. Rzeczy, za które odpowiadają samorządy — finansując je jednak symbolicznie, bo „nie ma w budżecie”.
WOŚP od ponad 30 lat kupuje kardiomonitory, inkubatory i sprzęt diagnostyczny dla szpitali. Jerzy Owsiak wielokrotnie mówił wprost: chętnie rozwiążę fundację, gdy państwo przejmie jej rolę. Nikt się nie kwapił.
Każda z tych zbiórek reprezentuje inne pole, z którego państwo — cicho, bez ogłoszeń — się wycofało.
Kiedy viral marketing zastępuje politykę zdrowotną
Kiedy influencer zbiera 100 milionów w tydzień, problem zostaje „rozwiązany”. Internet świętuje, media piszą o fenomenie polskiej solidarności, politycy gratulują.
I znika presja, żeby cokolwiek zmienić.
Po co reformować refundację terapii onkologicznych, skoro Łatwogang to załatwi? Po co zwiększać subwencje dla schronisk, skoro zwierzogranie się zbierze? Po co dokładać do szpitali, skoro WOŚP kupuje sprzęt?
Prywatna filantropia, zamiast uzupełniać sprawny system, staje się jego substytutem. I wszyscy udają, że tak powinno być.
Solidarność, której nie powinniśmy potrzebować
To nie jest tekst przeciwko zbiórkom. Ani przeciwko Łatwoganowi, WOŚP czy Zwierzograniu. Ludzie, którzy to organizują, robią coś naprawdę ważnego.
To jest tekst o tym, że piękno gestu nie zwalnia państwa z odpowiedzialności.
100 milionów zebranych przez youtubera to jednocześnie 100 milionów, których zabrakło w publicznym budżecie. Każda złotówka wpłacona na WOŚP to złotówka, którą szpital powinien dostać z NFZ. Każda zbiórka na schronisko to dowód, że samorząd nie wywiązał się ze swojego zadania.
Jesteśmy państwem zbiórek.
Dopóki będziemy to traktować jako powód do dumy — zamiast jako diagnozę — nic się nie zmieni.



