Skip to main content

Wreszcie ktoś to powiedział wprost. I rozumiem, czemu niektórzy mężczyźni są wściekli.

 

Mam 40 lat. Dorastałem w czasach, kiedy o zgodzie na seks nikt nie rozmawiał wprost – ani w domu, ani w szkole, ani w kulturze popularnej. Liczyło się to, czy ktoś powiedział „nie”. Jeśli nie powiedział, to… no, miałeś zielone światło. Tak to działało. Przynajmniej tak nam wmówiono.

Dlatego kiedy Parlament Europejski przyjął rezolucję 447 głosami do 160, wzywającą do ujednolicenia definicji gwałtu w całej Unii na zasadzie braku zgody – poczułem coś w rodzaju ulgi. I nie, nie wstyd mi tego przyznać.

Co się właściwie zmieniło?

PE nie zmienił jeszcze prawa – to rezolucja, sygnał polityczny, ale bardzo mocny. Chodzi o zasadę prostą jak budowa cepa: seks bez dobrowolnej, świadomej i odwołalnej zgody to gwałt. Koniec, kropka. Nie liczy się to, czy ofiara krzyczała, czy stawiała opór fizyczny, czy znała sprawcę. Liczy się to, czy powiedziała – słowem lub zachowaniem – „tak, chcę tego.”

17 z 27 krajów UE ma już coś takiego w swoim prawie. Polska jeszcze nie. Ale coraz bliżej.

I tu zaczynają się komentarze.

Ledwo taka wiadomość trafia do internetu, a już w komentarzach roi się od oburzonych. Znacie ten schemat. „A jak teraz udowodnię, że się zgodziła?!” „Wystarczy jedno słowo kobiety i siedzisz!” „Feministki niszczą mężczyzn!”

Słucham tego i zastanawiam się: co ci ludzie właściwie uprawiają za seks?

Serio. Pytam bez ironii — bo jeśli twoja pierwsza reakcja na wiadomość „seks bez zgody to gwałt” jest panika i poczucie zagrożenia, to coś tu nie gra. Nie prawo. Ty.

Ja przez całe swoje dorosłe życie — i tak, zdarzało mi się być na randkach, w związkach, w rozmaitych sytuacjach — nigdy nie czułem, że pytanie „czy tego chcesz?” jest jakimś straszliwym ciężarem. Nigdy nie bałem się, że ktoś mnie fałszywie oskarży, bo dbałem o to, żeby oboje wiedzieć, czego chcemy.

Może to kwestia wychowania. Może charakteru. Ale podejrzewam, że po prostu – nigdy nie byłem w sytuacji, w której musiałbym się zastanawiać, czy moja partnerka naprawdę chce, czy tylko nie protestuje.

Granica między strachem a sumieniem.

Jest jeden rodzaj mężczyzny, który boi się nowych definicji – ten, któremu stara definicja była na rękę. Ten, dla którego „nie powiedziała nie” było wystarczającym usprawiedliwieniem. Ten, który wolał nie pytać, bo odpowiedź mogłaby być niekomfortowa.

Nowe prawo nie kryminalizuje seksu. Kryminalizuje seks bez zgody. I jeśli to zdanie wywołuje w tobie lęk – nie złość, ale lęk – to mam nadzieję, że znajdziesz chwilę, żeby się zastanowić, skąd on pochodzi.

Bo ja, jako mężczyzna po czterdziestce, który ma za sobą swoje życie, swoje doświadczenia i swoje błędy – cieszę się z tej rezolucji. Cieszę się, że moje pokolenie dożyło momentu, w którym Europa mówi głośno: zgoda jest podstawą. Nie wyjątkiem. Podstawą.

I jeśli to komuś przeszkadza – to może naprawdę warto sprawdzić, co tak bardzo chroniła stara definicja.

Leave a Reply