Kiedy grób staje się parkietem – o tańczeniu na cudzej śmierci
Śmierć posła Roberta Litewki wywołała falę kondolencji, wspomnień i słów uznania. Jak to bywa w takich chwilach – obok tych szczerych pojawiły się też inne. Starannie skomponowane posty, wzruszające stories, „przemyślenia”, które jakimś przypadkiem kończyły się linkiem, zaproszeniem albo subtelnym przypomnieniem o własnej działalności. Tańce zaczęły się niemal natychmiast.
Stara pokusa, nowe narzędzia
Wykorzystywanie cudzej śmierci jako trampoliny do własnej widoczności nie jest wynalazkiem internetu – ale media społecznościowe dały temu zjawisku nieporównywalny zasięg i wyjątkowo niski próg wejścia. Wystarczy kilka zdań o „odejściu kogoś wyjątkowego”, dołączyć swoje zdjęcie lub logo i opublikować w odpowiednim momencie, kiedy wszyscy patrzą.
Algorytmy nie oceniają intencji – nagradzają zaangażowanie. A śmierć kogoś lubianego i cenionego generuje zaangażowanie jak mało co.
Czego nie czuje algorytm, czuje człowiek
Problem w tym, że ludzie – inaczej niż algorytmy – doskonale wyczuwają fałsz, szczególnie w obliczu żałoby. Mamy wyostrzony radar na nieszczerość właśnie wtedy, gdy emocje są prawdziwe i ciężkie.
Komentarz napisany z kalkulatorem w ręku, choćby opatrzony czarną ramką i stosownym cytatem, pachnie tak samo jak zbyt intensywne perfumy w kaplicy – nie na miejscu i nie na czas. Ludzie to zapamiętują. I – co ważniejsze – zapamiętują kto to napisał.
Korzyść zbudowana na grobie kruszy się szybko
Historia zna wiele przypadków osób i marek, które próbowały „być przy tragedii” w sposób nachalnie korzystny dla siebie. Efekt jest prawie zawsze ten sam: krótkotrwały wzrost widoczności, a potem długotrwały uszczerbek na wiarygodności.
Grób to wyjątkowo niestabilny grunt pod budowę czegokolwiek. To, co wzniesione na cudzym bólu, rzadko stoi długo — i zwykle wali się głośno.
Cisza też jest komunikatem
Nie każda śmierć wymaga publicznego komentarza — a już na pewno nie wymaga go od każdego. Czasem najuczciwszą i najdojrzalszą reakcją jest milczenie albo skromne, pozbawione własnego brandu wyrażenie szacunku.
Grób nie jest sceną. Żałoba nie jest formatem contentowym. A poseł Litewka — jak każdy człowiek, który odszedł — zasługuje na to, żeby zapamiętano go jego historią, nie cudzą ambicją przypiętą do jego nazwiska.
Zanim sięgniesz po klawiaturę
Jeśli czujesz nieodpartą potrzebę, żeby zaistnieć przy czyjejś śmierci — zadaj sobie jedno pytanie:
Czy napisałbym to samo, gdyby nikt nie patrzył?
Jeśli odpowiedź brzmi „nie” — odłóż klawiaturę. Pozwól grobowi trwać w ciszy, na którą zasługuje. Bo groby najbardziej lubią właśnie ciszę. I zwykle potrafią ją sobie wyegzekwować.



