Hipokryzja, podatki i solidarność – czego nie rozumieją influencerzy?
Ostatnio natknąłem się na celny komentarz w mediach społecznościowych, który punktuje absurd dzisiejszej debaty o finansowaniu państwa. Sytuacja jest wręcz podręcznikowym przykładem dysonansu poznawczego.
Schizofrenia w social mediach
Zwróćcie uwagę na uderzający kontrast w zachowaniu wielu popularnych twórców (np. ze środowiska Łatwogangu):
-
Z jednej strony: Szlachetnie apelują do najwyższych władz o finansowanie kosztownego leczenia chorób rzadkich.
-
Z drugiej strony: Na tych samych kanałach – oglądanych często przez dzieci – rzucają populistycznymi hasłami, że „podatki to kradzież”. Z dumą opowiadają o tym, jak optymalizują dochody i korzystają z luk prawnych, byle tylko nie dokładać się do wspólnej kasy.
Wisienką na torcie są politycy, którzy próbują zadowolić wszystkich. Obiecują wsparcie dla chorych, a jednocześnie puszczają oko do innej grupy wyborców, zarzekając się, że nie podniosą żadnych podatków, nie ruszą wielkich korporacji i nie wprowadzą progresji.
Pieniądze nie biorą się z próżni
Większość społeczeństwa zdaje się nie zauważać tej fundamentalnej sprzeczności. A logika jest bezlitosna:
Jeśli chcemy jako państwo ratować ludzkie życie i zdrowie, musimy mieć na to środki.
Te pieniądze biorą się z dobrze zaplanowanego, sprawiedliwego systemu. Sprawiedliwego, czyli w dużej mierze progresywnego. Ci, którzy gromadzą największy kapitał, powinni ponosić adekwatną odpowiedzialność za państwo, w którym ten kapitał pomnażają.
Takie „wybielanie się” influencerów kosztem realnej solidarności jest po prostu szkodliwe. Uczy najmłodsze pokolenie cwaniactwa, a nie obywatelskiej odpowiedzialności.
Krótka lekcja dla „wiecznie zdrowych”
Często słyszy się głosy malkontentów, którzy twierdzą, że „tylko do systemu dopłacają” i nigdy z niczego nie korzystają. Warto przypomnieć im dwie kluczowe kwestie:
-
Tak działają ubezpieczenia społeczne: Większość solidarnie składa się na tę mniejszość, która w danym momencie miała w życiu mniej szczęścia – zachorowała, uległa wypadkowi i potrzebuje pilnej pomocy.
-
Nikt z nas nie jest niezniszczalny: Zdecydowana większość z nas dożyje sędziwego wieku i prędzej czy później zmierzy się z problemami zdrowotnymi. Wtedy to my będziemy tą „mniejszością”, która potrzebuje, by system zadziałał.
Podsumowanie
Warto wymagać od osób z milionowymi zasięgami odrobiny dojrzałości. Nie można jednocześnie żądać szwajcarskiej ochrony zdrowia i podatków rodem z raju podatkowego. Prawdziwa solidarność społeczna wymaga dorzucenia się do wspólnego koszyka, a nie tylko wyciągania z niego rąk, gdy jest to akurat wizerunkowo opłacalne.



