Dlaczego w Gdańsku NIE MA Starówki? Odkrywamy topograficzną tajemnicę miasta!
Zapewne nieraz zdarzyło Ci się spacerować ulicą Długą, podziwiać majestatycznego Neptuna, słuchać szumu Motławy przy Żurawiu i z zachwytem pomyśleć: „Ależ ta gdańska starówka jest piękna!”.
Zrobiłeś tak? Cóż, nie jesteś sam. Co roku tysiące turystów, a nawet wielu mieszkańców, używa tego słowa. Problem w tym, że z historycznego i topograficznego punktu widzenia, używanie określenia „starówka” w Gdańsku to… całkowity absurd.
Dlaczego? Zapraszam na krótki spacer po gdańskiej historii i językowych zawiłościach.
Językowy „import” z Warszawy
Zacznijmy od samego słowa. „Starówka” to termin, który narodził się w Warszawie jako potoczne, wręcz gwarowe określenie tamtejszego Starego Miasta. Jak to warszawskie słowo trafiło nad Bałtyk?
Odpowiedź kryje się w powojennej historii. Po II wojnie światowej do zrujnowanego Gdańska przybyły tysiące nowych mieszkańców z różnych stron Polski. Próbując oswoić obcą, pełną gruzów przestrzeń, zaczęli używać znanych sobie słów i uproszczeń. Tak „starówka” zadomowiła się na Pomorzu. Językoznawcy zwracają jednak uwagę, że nadużywanie końcówki -ówka (jak w słowach stalówka, tenisówka czy wymownie brzmiąca tirówka) to w tym przypadku po prostu objaw językowego lenistwa.
Gdzie właściwie stoisz? Główne Miasto kontra Stare Miasto
Główny powód, dla którego słowo to w Gdańsku nie pasuje, leży w unikalnej topografii miasta.
Kiedy turysta zachwyca się „starówką”, ma zazwyczaj na myśli reprezentacyjny trakt: Złotą Bramę, Ratusz, Dwór Artusa i ulicę Mariacką. Rzecz w tym, że to wcale nie jest Stare Miasto! Ta najpiękniejsza, zabytkowa część to historyczne Główne Miasto (dawniej zwane też Prawym Miastem).
Prawdziwe gdańskie Stare Miasto znajduje się nieco dalej – w okolicach kościoła św. Katarzyny, Ratusza Staromiejskiego i Dworca Głównego.
Pułapka powojennej odbudowy
Dlaczego więc tak łatwo się mylimy? Wszystkiemu „winna” jest koncepcja powojennej odbudowy miasta:
-
Główne Miasto: Zostało pieczołowicie zrekonstruowane. Architekci dołożyli wszelkich starań, by przywrócić mu historyczny, bogaty wygląd fasad i uliczek. Stąd to mylne wrażenie, że spacerujemy po tym najstarszym, klasycznym „Starym Mieście”.
-
Stare Miasto: Nie miało tyle szczęścia. Podniesiono je z powojennych gruzów w zupełnie innym stylu – jako nowoczesną (jak na standardy lat 50. i 60.) dzielnicę bloków i osiedli robotniczych, w które wpleciono nieliczne ocalałe zabytki.
Skutek? Turyści szukający zabytkowego klimatu intuicyjnie kierują się na Główne Miasto, nazywając je – błędnie – Starym.
Topograficzny chaos, czyli gdzie my się w końcu spotkamy?
Upieranie się przy słowie „starówka” tworzy nie tylko historyczny zgrzyt, ale też praktyczny chaos.
Wyobraź sobie sytuację: umawiasz się ze znajomym „pod Ratuszem na Starym Mieście”. Twój znajomy, gdańszczanin z krwi i kości, będzie na Ciebie czekał na ulicy Korzennej, pod Ratuszem Staromiejskim. Ty natomiast, kierując się logiką „starówki”, pójdziesz na ulicę Długą pod Ratusz Głównego Miasta. Zanim się spotkacie, minie sporo czasu!
Szanujmy zabytki (te językowe też!)
Dewastacja historycznego dziedzictwa to nie tylko wyburzanie starych kamienic czy zaniedbywanie pomników. To także zacieranie prawdziwych, ukształtowanych przez setki lat nazw. Gdańsk ze swoją ponad tysiącletnią historią zasługuje na to, by nazywać jego dzielnice po imieniu.
Dlatego następnym razem, gdy odwiedzisz Trójmiasto, wybierz się na przepiękny spacer po Głównym Mieście, a potem zajrzyj na pełne ukrytych perełek Stare Miasto. A „Starówkę”? Ją z czystym sumieniem możemy zostawić w Warszawie.



