Gdzie są radni, kiedy toniemy w śmieciach? Codzienność Oruni poza wyborczym kadrem

 

Wystarczy krótki spacer ulicami naszej dzielnicy, by zderzyć się z widokiem, który dla mieszkańców stał się ponurą codziennością. Puste butelki w rowach, zwały potłuczonego szkła na trawnikach, zalegający w zakamarkach chodników gruz i zapomniane, rozpadające się meble porzucone w krzakach. To nie jest efekt wczorajszego wiatru czy weekendowej imprezy – to wieloletnie nawarstwianie się problemu, na który nikt nie ma ani pomysłu, ani chęci, by realnie go rozwiązać.

W tym wszystkim ciśnie się na usta jedno proste pytanie: gdzie są radni dzielnicy?

Aktywność mierzona tylko przed wyborami

Gdy zbliżają się wybory do rady dzielnicy, skrzynki pocztowe pękają w szwach od ulotek, a media społecznościowe zalewa fala uśmiechniętych twarzy obiecujących „nową jakość”, „dialog z mieszkańcami” i „przywrócenie Oruni dawnego blasku”. Kandydaci chętnie pozują na tle lokalnych problemów, potakują z zatroskaną miną i obiecują interwencje w Gdańskim Zarządzie Dróg i Zieleni czy u miejskich służb porządkowych.

Czar pryska dokładnie w momencie ogłoszenia wyników.

Mandaty zostają rozdane, zapał natychmiast gaśnie, a aktywność sporej części wybranych radnych przenosi się wyłącznie na poziom comiesięcznych, rutynowych sesji i okazjonalnych zdjęć przy przecinaniu wstęg czy składaniu kwiatów pod pomnikami. Tymczasem codzienne, przyziemne sprawy – te, które najbardziej wpływają na komfort naszego życia – leżą odłogiem. Dosłownie.

Papierek lakmusowy lokalnej bezradności

Rada Dzielnicy nie posiada własnych służb sprzątających ani wielomilionowych budżetów inwestycyjnych – to fakt. Jednak rolą radnego jest bycie głosem, tarczą i upartym rzecznikiem mieszkańców. Jeśli miejskie służby zawodzą, a harmonogramy sprzątania istnieją tylko na papierze, zadaniem radnych jest codzienne wywieranie presji:

  • pisanie konkretnych wniosków i interpelacji,

  • systematyczne rozliczanie urzędników z czyszczenia zapomnianych zaułków,

  • organizowanie akcji społecznych i nagłaśnianie zaniedbanych miejsc.

Dlaczego zamiast tego widzimy bierność i przerzucanie się odpowiedzialnością? Dlaczego chodnik przy kluczowym przystanku potrafi czekać na zamiecenie przez całe miesiące, a dzikie wysypiska stają się stałym elementem oruńskiego krajobrazu? Odpowiedź jest bolesna: wygodniej jest nie wchodzić w konflikt z urzędami i ograniczyć swoją funkcję do reprezentacyjnej fasady.

Czas skończyć z biernym przytakiwaniem

Funkcja radnego dzielnicy to nie tytuł honorowy do wpisania w CV ani trampolina do wielkiej polityki. To zobowiązanie wobec sąsiadów, którzy zaufali konkretnym nazwiskom przy urnie wyborczej.

Orunia to historyczna, piękna część Gdańska z ogromnym potencjałem i mieszkańcami, którzy zasługują na czyste, bezpieczne otoczenie. Nie potrzebujemy kolejnych gładkich deklaracji o rewitalizacji, jeśli nie potrafimy dopilnować uprzątnięcia śmieci leżących pod naszymi oknami od trzech lat.

Drodzy radni: wyjdźcie zza biurek, odłóżcie protokoły i przejdźcie się bocznymi uliczkami dzielnicy, którą podobno reprezentujecie. Jeśli brakuje Wam determinacji, by upomnieć się o elementarny porządek na własnym podwórku, to czas zadać sobie pytanie – po co właściwie ubiegaliście się o ten mandat?

Leave a Reply

osiemnaście − 8 =