Skip to main content

Intymności na głośniku, czyli komunikacja miejska w wersji „full HD”

Poranny autobus. Godzina 7:30. Wszyscy jeszcze półprzytomni, skupieni na własnych myślach, próbują nie wyrzucić nikogo z okna z powodu tłoku. I nagle – niczym gong otwierający przedstawienie – do pojazdu wsiadają dwie panie po pięćdziesiątce. Zanim zdążysz zająć się czymś innym, jesteś już świadkiem rozmowy o nowotworze macicy, hemoroidach zięcia i tym, że „ten lekarz to był cham, a nie specjalista”. Głośność: level karaoke. Intymność: jak w gabinecie ginekologicznym. Miejsce: publiczne.

I żeby była jasność – nie chodzi o młodzież. To nie nastolatki są bohaterami tego zjawiska. One też mają swoje „dźwiękowe grzeszki”, ale tym razem mówimy wprost o dorosłych kobietach, często po 50-tce, które traktują autobus jak przedłużenie domowej kuchni. Tyle że zamiast narzekać na pogodę czy ceny, wchodzą od razu na poziom „szczegółowy stan odbytu po operacji”.

Nie chodzi o to, że temat zdrowia jest nieważny – wręcz przeciwnie. Ale może autobus, tramwaj czy SKM to nie jest najlepsza scena na takie monologi? Zwłaszcza, gdy współpasażerowie ewidentnie próbują uciec wzrokiem w okno, udają, że ich nie ma, albo ściskają słuchawki jak ostatnią deskę ratunku.

To zjawisko staje się coraz bardziej powszechne. Głośne rozmowy o sprawach, które dawniej zarezerwowane były dla bliskich albo dla lekarza. Czy to kwestia potrzeby bliskości, samotności, braku przestrzeni do wygadania się? A może zwyczajnego braku świadomości, że współpasażerowie naprawdę nie chcą znać całej historii leczenia dolnego odcinka przewodu pokarmowego?

Komunikacja miejska to przestrzeń wspólna. Dzielimy ją na kilkanaście minut czy godzinę dziennie – i może warto zadbać o to, żeby była znośna dla wszystkich. Zwłaszcza o poranku, kiedy najwięcej osób próbuje jeszcze udawać, że świat nie istnieje.

Leave a Reply